facebook twitter

Anna Lesiczka – wystawa malarska pt. „Aurora Lent”

Otwarcie wystawy: niedziela, 12 października 2025 r., godz. 17.00
Zamek Tarnowskich w Tarnobrzegu
ul. Sandomierska 27

Wystawa będzie udostępniona zwiedzającym do 16 listopada 2025 r.


Anna Lesiczka

urodziła się w 1997 roku w Stalowej Woli. Ukończyła studia magisterskie na kierunku Master of Fine Arts w Kungl. Konsthögskolan (Królewska Akademia Sztuk Pięknych w Sztokholmie), 2022–2024 oraz studia licencjackie Bachelor of Fine Arts w Koninklijke Academie van Beeldende Kunsten (Królewska Akademia Sztuk Pięknych w Hadze), 2018–2022. Wcześniej uzyskała dyplom z architektury wnętrz w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych im. Wojciecha Gersona w Warszawie, 2013–2017.
Jej praktyka artystyczna koncentruje się na tymczasowości, wpływie marzeń na rzeczywistość oraz różnych znaczeniach porażek. Tworzy i niszczy dosłowne lub symboliczne przestrzenie, pomiędzy światem realnym a narracją artystyczną.

Aurora Lent

Odeszła bez żalu, choć schowała wszystko w mojej szafie. Nie zdecydowałam, że ma umrzeć. Nie dlatego, że była w moim wieku, i nie dlatego, że ją polubiłam, ale dlatego, że średnio pasowało to do jej historii. Bardziej prawdopodobne było, że pójdzie do pracy w biurze, niż że umrze. Więc właśnie tak zrobiła, zostawiając mnie przy tym na najniższej półce mojej szafy.

Brak miejsca spowodowany masą jej obrazów i figurek zaczął mi coraz bardziej przeszkadzać. Sprawił, że zaczęłam zmniejszać ilość własnych rzeczy, podczas gdy tylko to, co zostało po niej (na najniższej półce mojej szafy) pozostawało bezpieczne i nietknięte. Minął już ponad rok od momentu, kiedy widziałam ją po raz ostatni, więc domyślam się, że praca w biurze nie pozostawia jej żadnego czasu na sztukę. Może na początku było jej z tego powodu smutno, choć generalnie nie wiem — nie znam jej aż tak dobrze, żeby to sobie wyobrażać, a szczerze mówiąc, po całym tym bałaganie, który zostawiła w mojej szafie, nawet mnie to nie obchodzi.

Wiem jednak, że z czasem zapomniała o tym, kim ją stworzyłam, bo nie zadzwoniła ani razu w sprawie tych rzeczy zalegających w moim mieszkaniu. Wiedziałam, że nie wróci, ale i tak chciałam być fair i pokazać innym wszystko to, co robiła, podpisując to jej własnym imieniem. Naprawdę próbowałam wyjaśnić tę sytuację różnym galeriom, ale niestety nikt nie potraktował mnie poważnie i nikt nie chciał pokazać dorobku artystki bez żadnej udokumentowanej obecności i biogramu.

Zmaganie się z brakiem miejsca, myśl o możliwej przeprowadzce i konieczności spakowania nie tylko moich rzeczy, ale też jej, wywoływały we mnie poczucie zgrozy. Nic więc dziwnego, że w końcu moja cierpliwość się skończyła, a bycie fair w stosunku do fikcji przestało mieć znaczenie. Postanowiłam więc zabrać wszystko, co kiedykolwiek stworzyła moimi rękami, i wynieść z szafy do piwnicy. Tam wszyscy będą mieli możliwość wszystko zobaczyć, choć finalnie oznacza to, że musiałam podpisać jej prace własnym imieniem.

Postać o imieniu Aurora Lent stworzyłam jako drugą część podobnego projektu Aniela Lato, nad którym pracowałam w latach 2020–2021. Wtedy sprawiało mi to dużo radości, bo dało mi możliwość odkrycia nowych sposobów pracy i myślenia. Jednak Aniela Lato miała datę ważności, podczas gdy Aurora Lent została stworzona bez niej.

19 września 2023 roku Aurora Lent napisała w swoim dzienniku:
„Pod koniec lata zostawiłam szkicownik w autobusie jadącym z jednego miasta do drugiego. W środku zapisałam kilka moich snów. Myślałam, że je namaluję. Teraz myślę, że nie zrobiłabym tego, gdybym nie zgubiła szkicownika. Ale bez wszystkich notatek i szkiców poczułam obowiązek.”

I to wszystko. Choć przyszedł mi do głowy pomysł prowadzenia dziennika jako inna osoba, nigdy więcej już nic w nim nie napisałam. Tytuły wszystkich jej obrazów pochodzą z moich nastoletnich dzienników, a sceny, które przedstawiają — z mojej codzienności 2023 roku. Chciałam więc sfikcjonalizować swoje życie w ramach jej fikcyjnego, ale myślę, że ten pomysł był zbyt trudny, żeby go pojąć, w niego uwierzyć i za nim konsekwentnie podążyć.

Wciąż nazywam te obrazy „jej obrazami”, ale sam pomysł malowania według siedmiu dni tygodnia i uzupełniania ich kolorami podstawowymi i pochodnymi, które tym dniom odpowiadają, był zgodny z moim sposobem myślenia. Prosta sprawa — nie ma w mojej głowie wystarczająco dużo miejsca na obcy system myśli. Finalnie Aurora Lent musiała więc zostać odesłana do biura.

Anna Lesiczka

Plakat do wystawy malarskiej Anny Lesiczki pt. Aurora Lent