facebook twitter

Muzeum – Zamek Tarnowskich zaprasza na wystawę czasową zatytułowaną “Miriam Tajcher. W lesie pamięci”.

Wystawa prezentowana będzie do 30 czerwca br.

­


Miriam Tajcher, określa siebie jako malarkę o „starej duszy”. Jej warsztat i technika przywołują bardziej atmosferę XIX-wiecznej sztuki niż współczesność. Niemniej jednak, łączy w swojej twórczości elementy romantyzmu czy impresjonizmu z fascynacjami Balthusem, wpływami Fridy Kahlo oraz akcentami pop-artu.

W swojej pracy preferuje malarstwo olejne, składając tym samym swoisty hołd dawnym mistrzom. Jest perfekcjonistką, dbającą o każdy szczegół i detal. Charakterystyczna dla niej gama kolorów, zdają się być szczególnie wyrazista dzięki doskonałemu operowaniu światłem. Rozwiązania techniczne uwypuklają poruszaną tematykę. Świat jej obrazów to połączenie realności z tym, co wyśnione lub bajkowe.
Dorobek Miriam składa się z kilku dużych serii, np. Wojna u drzwi, W lesie pamięci, Pokolenie utracone, Apetyt Lo, Szukając pana Stylesa, Francuskie dziewczyny, Kocham mnie.

Artystka podejmuje w nich niezwykle ważne dla siebie tematy, czerpiąc z własnych przeżyć – zarówno egzystencjalnych, jak i głęboko intymnych. W sposób niesamowicie subtelny ukazuje odkrycie swojego żydowskiego pochodzenia oraz traumę związaną ze śmiercią matki. Oba cykle (W lesie pamięci, Pokolenie utracone) są w zasadzie próbą odpowiedzi na pytanie: „kim jestem?”, poprzez odpowiedź na nie mniej ważne pytanie: „skąd przychodzę?”.

Wielki poeta Rainer Maria Rilke pisał: „Sztuka wydaje mi się dążeniem jednostki do tego, by ponad niewygodą i ciemnością porozumieć się ze wszystkimi rzeczami – zarówno z tymi najmniejszymi, jak i największymi – i dzięki takim nieustannym dialogom zbliżać się ku ostatecznym, cichym źródłom wszelkiego życia. Tajemnice rzeczy stapiają się we wnętrzu jednostki z jej własnymi najgłębszymi odczuciami i objawiają, jakby były jej własną tęsknotą. Bogaty język tych intymnych wyznań to piękno”.
Bez wątpienia jest ono obecne w twórczości Miriam.

Powraca też wciąż do jednego tematu – czasu. „Czas jest moją obsesją, a jego upływ sprawia mi psychiczny ból”.
Motyw czasu od wieków fascynuje sztukę – skrywa się w nim egzystencjalny ból, znacznie głębszy niż tylko lęk przed przemijaniem. Heidegger pisał o czasie jako o „bytowaniu ku śmierci”; czas jako wróg młodości, czas wywołujący lęk. Wreszcie czas sprawiający ból z uświadomienia sobie, iż „nic dwa razy się nie zdarza”.

Remedium na to może być sztuka. Czy jednak obraz – niczym faustowskie „chwilo, trwaj” – ma dość siły, by pokonać czas? A może jest tylko nadzieją (ułudą?), tak bardzo potrzebną, by móc żyć i tworzyć dalej? Artystka sama podkreśla, że jedyne ukojenie w chwilach zwątpienia przynosi jej zatrzymanie czasu na płótnie.
Patrząc na obrazy Miriam, zadaję sobie pytanie: czy mógłby je namalować mężczyzna? Jej styl, emocje, sposób postrzegania świata i wrażliwość są niezwykle kobiece.

Nie jestem zwolennikiem dzielenia sztuki na kobiecą i męską, choć ostatnio coraz częściej pojawiają się wystawy jedynie kobiet-artystek.
Sztuka jest dobra albo zła, a obie te kategorie nie mają płci. Jednak kobiecy pierwiastek w twórczości Miriam jest czymś dominującym. Jedną ze swoich wystaw zatytułowała Art is a woman, choć patrząc na urok, wyjątkową kobiecość i wdzięk artystki, można śmiało zaryzykować twierdzenie, że również Woman is an art.

Tak dochodzimy do cytowanego już Goethego, który uczynił kobietę wcieleniem zasady pozytywnego, wręcz boskiego pierwiastka, który nazwał „das Ewig-Weibliche” – „wieczną kobiecością”. Patrząc na kobiety Miriam – tak Lolitki z cyklu Apetyt Lo, jak też na jej akty z cyklu Kocham mnie – można powiedzieć, w kontekście problematyki upływającego czasu, iż jedynym sposobem na jego zatrzymanie – jest wieczna kobiecość.
Znajdzie ją każdy, kto spotka Miriam i jej sztukę.

Tadeusz Zych

 

­

Miriam Tajcher urodziła się w 1984 roku w Warszawie jako Małgosia Malinowska.
Studiowała malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie oraz na Accademia di Belle Arti di Brera w Mediolanie. W 2009 roku otrzymała tytuł Magistra Sztuki z Wyróżnieniem Rektorskim i Nagrodą prof. Józefa Szajny.

W 2010 roku odbyła kurs Art & Design na Central Saint Martins College w Londynie. Dzięki stypendium na The National Academy School w Nowym Jorku wyjechała do USA, gdzie ukończyła The Studio Art Intensive Program. Jej wystawa końcowa uznana za najlepszą w roku 2016 wygrała jej rezydencję w La Napoule Art Foundation we Francji.

Jest autorką wielu wystaw indywidualnych i zbiorowych w Europie i za oceanem. Jej obrazy znajdują się w prywatnych kolekcjach w Nowym Jorku, San Paulo, Canberze, Londynie, Mediolanie, Brukseli, Warszawie i wielu innych.

Miriam określa siebie jako malarkę o starej duszy. Mocno wierzy w tradycyjną technikę malarstwa olejnego, uważając ją za jedyne medium, które może osiągnąć pewny estetyczny ciężar. Głównym tematem jej prac jest czas. Próbując uchwycić to, co ostatecznie przeminie, maluje portrety o intensywnej psychologicznej obecności. „Miarą mojego życia są moje obrazy. To one wiodą prym. Mój styl nazywam Realizmem Osobistym. Bywa, że w siebie wątpię, ale nigdy we własną sztukę. Moje obrazy są najlepszą wersja mnie. Większość dni spędzam w pracowni. Ze sztuką życie nigdy nie jest nudne!”.

­

­